Wyszukiwanie

DZIEJE PARAFII

640 LAT WSI I PARAFII NIEWODNA

Wszyscy zapewne jesteśmy ciekawi, kiedy powstała wieś i parafia Niewodna? Jakie były jej początki? Jak się kształtowała jej historia na przestrzeni kilku wieków?
Słynny historyk i kronikarz Jan Długosz nic nie wspomina o powstaniu wsi i parafii Niewodna. Do naszych czasów nie zachował się żaden oryginał dokumentu lokującego wieś czy erygującego parafię, a kronika parafialna gdzieś zaginęła. Tak więc nie mamy pewności, kto i kiedy założył wieś Niewodną, fundował w niej kościół a zarazem przyczynił się do powstania parafii?
Prawdopodobnie pierwsze wzmianki na temat wsi i parafii w Niewodnej pochodzą z XIV wieku, a dokładnie z roku 1366. Ks. Jan Ramocki (proboszcz w Niewodnej w latach 1969-1971) w kronice parafialnej, powołując się na Kodeks Dyplomatyczny Małopolski, T. 3, s. 202, napisał: "Pierwsze wiadomości pochodzą z dokumentu z roku 1366". Również ks. prof. Ludwik Grzebień w książce "Dzieje parafii w Niewodnej" (s. 5-9) na podstawie kilku dokumentów udowadnia, że wieś i parafia mogły powstać w XIV wieku. "Na te lata przypada powstanie samodzielnej parafii w Niewodnej, wydzielonej z kościelnego okręgu w Dobrzechowie. Parafia ta występuje na dokumencie po raz pierwszy w 1373 roku, kiedy to zapłaciła 3 szkojce świętopietrza. Należała więc do najstarszych parafii wiejskich w całej okolicy, a istniejące już kościoły w Dobrzechowie, Strzyżowie, Czudcu i Frysztaku zostały wzniesione nieco wcześniej". Stwierdza również, że kościół i parafie fundowali nie Firlejowie, jak twierdzą niektórzy, bo oni na tym terenie występują dopiero w XVII wieku i byli raczej fundatorami kościoła z 1672 roku, ale ród Bogoriów. "Parafię mógł fundować jedynie Paszek Bogoria, właściciel nowej wsi - Wiśniowej, a zapewne i dawnej - Niewodnej, który w 1377 roku procesował się z cystersami. Tylko on był w stanie podjąć się kosztownej fundacji i tylko on miał ambicję zapewnienia sławy swojemu rodowi. Za te swoje wysiłki otrzymał prawo patronatu, czyli prezenty na stanowisko miejscowego proboszcza".
Aby założyć parafię, pisze ks. Grzebień, wystarczyło zapewnić choćby mały kościółek oraz uposażyć proboszcza. W XIV wieku stać na to było bardzo bogatych właścicieli ziemskich, a na tym terenie byli nimi w tym czasie Bogoriowie.
Gdyby przyjąć rok "1366" jako rok założenia naszej wsi i parafii, to w bieżącym roku powinniśmy obchodzić, podobnie jak wieś Wiśniowa, 640-lecie powstania. Może rodzić się tylko pytanie: skoro obie wsie powstały w tym samym czasie, to dlaczego pierwszy kościół (zob. Dzieje parafii w Niewodnej, s. 17) i następny z 1672 roku, wybudowano w Niewodnej a nie w Wiśniowej? Na to pytanie chyba nie znajdziemy odpowiedzi. Być może, Niewodna jako osada-wieś powstała nieco wcześniej (?) i jak sugeruje ks. prof. Grzebień: "Ostatecznie pod koniec XIV wieku zakończył się ważny etap zagospodarowania doliny Wisłoka. Niewodna należąc w tym regionie do najstarszych osiedli, brała czynny udział w tworzeniu w swoim sąsiedztwie nowych wsi". Tak powstała zapewne wieś Balice, dziś przysiółek, który obecnie terytorialnie należy do wsi Wiśniowa.
Według prof. Piekosińskiego nazwa wsi Niewodna pochodzi od Niewoda, prawdopodobnie założyciela wsi. Tak twierdzi m.in. ks. Władysław Sarna w książce "Opis powiatu jasielskiego" (s. 278).

Dzieje parafii w XX wieku

PARAFIA NIEWODNA ZA KS. EDWARDA GLATZELA
(1893 – 1915)

Po śmierci ks. Michała Soleckiego, który proboszczem był w latach 1852 – 1893, nowym proboszczem w Niewodnej został ks. Edward Glatzel. (Ks. Solecki zmarł 16 lipca 1893 roku i jest pochowany na cmentarzu przy kościele w Niewodnej).
Ks. Edward Glatzel, urodził się w 1863 roku w Siebenthel. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1886 w Przemyślu. W 1893 roku został proboszczem w Niewodnej.
W czasie, gdy był proboszczem, ludność parafii szybko wzrastała. Według Schematyzmu z 1903 roku parafia liczyła 5272 katolików i 40 Żydów (Niewodna 1084, Jazowa 648, Różanka 356, Szufnarowa 1964, Wiśniowa 1191), a w 1911 roku liczyła razem 5618 katolików i 40 Żydów. Szybko wzrastająca liczba ludności rolniczej w parafii - pisze ks. prof. Grzebień, w swojej książce „Dzieje parafii w Niewodnej” (s. 41) - powodowała coraz większe rozdrobnienie gospodarstw, a zatem i biedę. Stąd też emigracja za ocean z parafii niewodzkiej była znaczna, liczyła do wybuchu pierwszej wojny światowej już kilkaset osób.
W 1908 roku obaj biskupi przemyscy Józef Sebastian Pelczar i Karol Józef Fischer odbywali w parafii wizytację biskupią. Kronikarz zanotował, że kościół był nadal drewniany, zbudowany w 1612 roku (powinno być 1672!), zewnątrz niepokaźny, bez wieży, obok tylko dzwonnica wolnostojąca murowana. Wewnątrz kościół bardzo miły, z trzema ołtarzami stylowymi, noszącymi cechy połowy XVIII wieku. „Niestety ten kościół, ciężarem wieku przygnieciony – zanotował kronikarz – chce parafię pożegnać; jest nadto bajecznie za szczupły dla parafii, która dziś 5 i pół tysiąca dusz liczy. Dlatego ks. proboszcz Glatzel, który tu od 15 lat pracuje, zbiera gorliwie składki na nowy kościół; mimo ubóstwa parafian fundusz na ten cel wzrasta. Istnieje jednak plebania nowa, murowana, staraniem teraźniejszego księdza proboszcza wzniesiona, pod jednym dachem z wikarówką, dość obszerna.
Kronikarz wizytacji biskupiej w Niewodnej zaznaczył również, że żal było biskupom tego ludu, który z kilku wiosek rozległej parafii, po górach rozrzuconych, po błotnistej drodze zdążał do swego kościoła parafialnego.
Pod koniec swego wizytacyjnego kazania biskup wskazał na konieczną potrzebę nowego, większego kościoła i zachęcał wiernych do zabrania się do jego budowy. Parafianie po nabożeństwie przyrzekli biskupowi przystąpić do tego zadania. (KDP 1908, z. 8, s.364-365).
Rozpoczęcie budowy nowego kościoła w Niewodnej zapewne przerwała pierwsza wojna światowa. Ks. Jana Baraniewskiego w Inwentarzu z 1937 roku (s. 1) napisał, że „przez dłuższy czas zbierano dobrowolne datki na budowę nowego kościoła, które w roku 1920 wynosiły 18 tysięcy koron”. Większość tych pieniędzy zgromadził zapewne ks. Glatzel. Oprócz tego ks. Baraniewski pisze, o wspomnianej wyżej plebanii. „Plebania razem z wikarówką, wybudowana w roku 1901 z cegły, 25 m długa a 14 szeroka” (Inwentarz, s. 26).
Za czasów ks. Glatzela, została również wybudowana w Wiśniowej kaplica. „Na gruncie dworskim w Wiśniowej jest kaplica publiczna murowana, z grobowcem podziemnym (mauzoleum) rodziny Hr. Mycielskich, konsekrowana w roku 1908” (j.w. Inwentarz s.5).
Początek XX wieku, zwłaszcza w Galicji, to czas powstawania różnych bractw i organizacji o charakterze katolicko – społecznym. Trzeba również pamiętać, że nasza Ojczyzna wówczas była pod zaborami. Zaborcy rozpijali społeczeństwo. Ponadto w każdej wsi znajdowała się jedna albo nawet kilka karczm. W parafiach powstawały bractwa trzeźwościowe. W Archiwum parafialnym w Niewodnej zachowały się z tamtych czasów dwie księgi trzeźwościowe.
Celem podniesienia oświaty, nawet w małych miejscowościach zakładano szkoły i czytelnie. W wielu wsiach organizowano Kółka Rolnicze, Koła Gospodyń Wiejskich, straże pożarne a nawet „małe banki”. Podobnie działo się w parafii Niewodna. Proboszczowie, w tym czasie byli nie tylko duszpasterzami, ale też wielkimi społecznikami. Wystarczy wspomnieć tylko bł. ks. Bronisława Markiewicza z Miejsca Piastowego, założyciela Zgromadzenia Księży Michalitów, czy Apostoła Podhala ks. Wojciecha Blaszyńskiego.
Ks. prof. Grzebień (Dzieje parafii w Niewodnej, s.44), napisał: „Pod wpływem społecznej nauki Kościoła, głoszonej przez papieża Leona XII, a realizowanej z zapałem przez biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara, poszczególne parafie przystąpiły do zakładania szkół tam, gdzie ich jeszcze brakowało. W 1903 roku w parafii istniały szkoły: w Niewodnej, Szufnarowej, Różance i Wiśniowej. Zorganizowano Kółka Rolnicze w Niewodnej, Wiśniowej, Szufnarowej, Różance i Jazowej. Proboszcz Glatzel dbał o podniesienie świadomości społecznej swoich wiernych i starał się dorównać, a nawet wyprzedzić przemiany dokonujące się w innych społecznościach parafialnych”.
W sprawozdaniu z 1907 roku, przesłanym do Kurii Biskupiej w Przemyślu ks. Glatzel napisał, że pod przewodnictwem Jana Jareckiego, gospodarza z Szufnarowej, powstał Związek Katolicko-Społeczny. Istniały cztery czytelnie Towarzystwa Oświaty Ludowej i tyleż Kółek Rolniczych (Niewodna, Wiśniowa, Szufnarowa, Różanka). Zaznaczono również, że „pierwszym obecnie jedynym celem proboszcza i parafii, i całego Związku jest postawienie nowego kościoła, na który to cel zebrano już kilkanaście tysięcy koron” (KDP 1907, z. 7, s. 281).
Według sprawozdania z 1911 roku w parafii kilkaset osób zapisało się do Związku Katolicko-Społecznego i Bractwa NMP Królowej Polski. „W zimie, gdy parafianie mieli więcej wolnego od robót czasu, odbywały się w niedziele odczyty popularne ilustrowane obrazami świetlnymi założono na nowo Kółko Rolnicze, które często odbywało swoje posiedzenia na temat uprawy roli. W dwóch gminach założono straż pożarną” (KDP 1911, z. 11, s. 426).
W Niewodnej, na plebanii była również Kasa, której współzałożycielem był proboszcz. W Kronice Banku Spółdzielczego w Wiśniowej czytamy: „Do Kasy we Frysztaku została również przyłączona Kasa w Niewodnej. Kasa ta została zorganizowana prawdopodobnie w latach 1908-1910 przez ks. Edwarda Glatzela - ówczesnego proboszcza z Niewodnej oraz ks. Pawła Muronia i Michała Wójtowicza z Niewodnej”.
W czasie pierwszej wojny światowej większość wspomnianych organizacji zawiesiła swoją działalność, aby ją rozpocząć na nowo w wolnej i niepodległej Polsce.
Ks. Glatzel odszedł z Niewodnej 25 października 1915 roku, a więc jeszcze w czasie trwającej pierwszej wojny światowej, na probostwo do Błażowej, a przez rok, do czasu przebycia nowego proboszcza ks. Jana Baraniewskiego, administratorem parafii był miejscowy wikariusz ks. Stanisław Żmudziński.

Parafia Niewodna za ks. Jana Baraniewskiego

Po dobrowolnej rezygnacji z probostwa ks. Władysława Glatzela w roku 1915, parafię objął 24 lutego 1916 roku ks. Jan Baraniewski, który urodził się w 1875 roku w Dąbrowie koło Rzeszowa. Święcenia kapłańskie przyjął w Przemyślu w 1900 roku. Jako wikariusz, zaraz po święceniach kapłańskich, przez trzy lata pracował w Niewodnej, potem Husakowie i Rychcicach. Na proboszcza do Niewodnej przyszedł z pewnym doświadczeniem. Po pierwsze znał już rozległą parafię (w skład, której wchodziły wsie: Niewodna, Jazowa, Wiśniowa, Szufnarowa i część Różanki) z lat wikariuszowskich, jak również znał swego poprzednika, ks. Glatzela. Po drugie, wcześniej, od 1907 roku był proboszczem w Staszkówce koło Gorlic.
W nowej parafii ks. Baraniewski doczekał końca pierwszej wojny światowej, niepodległości Polski i odbudowy kraju. Wielkim wyzwaniem dla niego w Niewodnej była budowa nowej świątyni parafialnej. Ks. Glatzel w sprawozdaniu z 1907 roku, przesłanym do Kurii Biskupiej w Przemyślu napisał, że "pierwszym obecnie jedynym celem proboszcza i parafii, i całego Związku jest postawienie nowego kościoła, na który to cel zebrano już kilkanaście tysięcy koron" (Kronika Diecezji Przemyskiej 1907, z. 7, s. 281). Jak widać, do tego zadania przymierzał się już jego poprzednik, ks. Edward Glatzel, który wybudował w 1901 roku murowaną plebanię i myślał o budowie kościoła, zgromadził nawet pewne fundusze na ten cel, ale w 1915 roku przeniósł się na probostwo w Błażowej.
Kościół pierwotnie, jak mówią najstarsi parafianie, miał być wybudowany na tzw. "Balicach" nad szkołą. Tak chciał hr. Mycielski, który nawet przeznaczył działkę pod kościół, ale na taki plan, nie wiadomo dlaczego, nie zgodził się m.in. ks. Baraniewski.
W Inwentarzu z 1937 r. ks. Baraniewski napisał: "Do roku 1923 był w parafii Niewodna kościół drzewiany (modrzewiowy) z roku 1772 [powinno być 1672], 18 m długi, 9 m szeroki, pokryty gontem, szczupły i zniszczony. Przez dłuższy czas zbierano dobrowolne datki na budowę nowego kościoła, które w roku 1920 wynosiły 18 tysięcy koron. Aby uniknąć dewaluacji, zakupił za te pieniądze ówczesny proboszcz ks. Jan Baraniewski (...)wygonów wapna i ciosy kamienne z częścią cegły ze spalonego przez wojska rosyjskie pałacu hr. Władysława Michałowskiego w Dobrzechowie i z tym rozpoczęto budowę nowego kościoła w roku 1921, a ukończono w roku 1923".
Ks. Baraniewski przy znacznej pomocy kolatorów kościoła - rodziny Mycielskich z Wiśniowej i ofiarności parafian z kraju i z zagranicy mógł przystąpić do budowy parafialnej świątyni. Kościół zaprojektował architekt z Przemyśla Stanisław Majerski, ale w końcu został wybudowany według projektu prof. dra Jana Sas Zubrzyckiego ze Lwowa. W Archiwum parafialnym w Niewodnej do dziś zachowały się szkice Majerskiego, jak również szkice, projekty i plany wybudowanego kościoła. Tak powstała murowana, trójnawowa, neogotycka świątynia w Niewodnej, do której wprowadzono XVIII -wieczne elementy: trzy ołtarze - główny pw. św. Anny i dwa boczne: Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi oraz chrzcielnicę, ambonę i chór muzyczny. Ks. prof. Ludwik Grzebień w książce "Dzieje parafii Niewodna" (s.47), napisał: "Wielką zasługą rodziny Mycielskich i księdza proboszcza było uratowanie od zniszczenia dawnego wyposażenia kościoła. Stanowi ono obecnie największy skarb tej świątyni".
Kościół ten został poświęcony już w 1924 roku, a uroczyście konsekrowany 27 czerwca 1926 roku przez sufragana przemyskiego, biskupa Karola Józefa Fischera, pod wezwaniem św. Anny, czyli tym samym co stary drewniany kościół.
Dziejów parafii do drugiej wojny światowej, pisze ks. prof. Grzebień, nie można w pełni zrozumieć bez uwzględnienia roli kolatorów, którzy w minionych wiekach dbali o stan budynków kościelnych, utrzymanie proboszcza, a w zamian mieli prawo do prezentowania biskupowi kandydatów na probostwo. W Archiwum parafialnym zachowało się kilka pism, świadczących o wielkim szacunku dla proboszcza hr. Jana Mycielskiego.
Kolejnym zadaniem ówczesnego proboszcza było wykończenie i uposażenie kościoła. Wielką inwestycją był m.in. zakup w 1935 roku nowych czternastogłosowych organów, które wykonał Kandefer z Iwonicza, ułożenie posadzki w kościele, którą wykonała firma "Litoryt".
Schematyzm diecezji przemyskiej z 1925 roku podaje, że parafia liczy ponad pięć tysięcy katolików (Niewodna 1140, Jazowa 670, Szufnarowa 2200, Wiśniowa 1270 i Różanka 420). Być może, kryzys gospodarczy państwa i dewaluacja pieniądza, rozdrobnienie gospodarstw, sprawiły, że wielu parafian wyemigrowało m.in. za ocean, dlatego Schematyzm z roku 1935 podaje, że parafia liczy już tylko 4500 katolików.
Lata duszpasterzowania ks. Baraniewskiego w Niewodnej, to także okres rozwoju bractw i organizacji katolicko-społecznych w diecezji przemyskiej. Głównym inicjatorem powstawania tych organizacji był ordynariusz przemyski biskup Józef Sebastian Pelczar.
W Niewodnej istniały m.in.: Trzeci Zakon św. Franciszka, Apostolstwo Najświętszego Serca Jezusowego, Korony - Róże różańcowe, Bractwo Świętej Rodziny, Bractwo NMP Królowej Polski, Bractwo Aniołów Stróżów i Bractwo Trzeźwościowe. Wśród powstałych bractw i organizacji religijnych za czasów jego proboszczowania znalazło się m. in.: Apostolstwo Modlitwy, Akcja Katolicka z oddziałami: Katolickim Stowarzyszeniem Mężów, Katolickim Stowarzyszeniem Kobiet, Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży Męskiej i Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży Żeńskiej.
Warto wspomnieć, że za proboszcza Baraniewskiego w Niewodnej na plebanii była Kasa Stefczyka. W Kronice Banku Spółdzielczego w Wiśniowej jest zanotowane: "W czasie pierwszej wojny światowej działalność Kasy została przerwana aż do 1931 r. kiedy to została założona w Niewodnej Kasa Stefczyka, której założycielami byli: Michał Wójtowicz, ks. Baraniewski oraz działające już wówczas Kółko Rolnicze. Lokal dla Kasy udostępniono w miejscowej plebani".
Innym dokumentem potwierdzającym istnienie Kasy jest Protokół spisany 19 września 1938 r. w Urzędzie parafialnym w Niewodnej w sprawie oddania w zarząd majątku kościelnego i beneficjalnego nowoinstalowanemu Proboszczowi ks. Maciejowi Dudkowi, w którym czytamy: "Oddaje się ks. Proboszczowi Książeczkę wkładową Kasy Stefczyka w Niewodnej na sumę 90 zł."
Ks. Baraniewski zmarł 11 maja 1938 roku i został pochowany na cmentarzu w Niewodnej. Po jego śmierci administratorem parafii został tymczasowo, do czasu przybycia nowego proboszcza ks. Macieja Dudka, miejscowy wikariusz ks. Józef Jakieła.
cdn.

Powstanie parafii w Wiśniowej

PARAFIA W WIŚNIOWEJ

Uroczystość Bożego Ciała 1970 roku zapisała się w pamięci niektórych mieszkańców wsi Wiśniowa w sposób szczególny. Nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że z rozmów i dyskusji pomiędzy wracającymi z czerwcowej procesji mieszkańcami wsi wyniknie bardzo istotne i trwałe dzieło. Wiśniowianie od dziesięcioleci bowiem co niedziela przemierzali tę samą, przepiękną, ale bardzo daleką drogę do swojej świątyni. Kościół w Niewodnej był im zawsze bliski. To tu przecież istniało niezwykłe poczucie wspólnoty chrześcijańskiej, przeżywano radości związane ze świętami kościelnymi, uroczystościami rodzinnymi, a wreszcie żegnano zmarłych. Codzienne uczestnictwo wiernych w nabożeństwach nie zawsze jednak było możliwe ze względu na kilkukilometrową odległość dzielącą kościół od wsi. Czasem zastanawiano się, czy nie można by przystosować do nabożeństw starej, zabytkowej kaplicy rodziny Mycielskich, znajdującej się w Wiśniowej. Właśnie w drodze z kościoła owego czerwcowego popołudnia zrodził się wśród grupy mieszkańców pomysł, który stał się początkiem wszystkiego, co wydarzyło się później.
Zobowiązaliśmy wtedy przewodniczącego ówczesnej Rady Parafialnej w Niewodnej Antoniego Gruszczyńskiego do przedstawienia i skonsultowania projektu wykorzystania kaplicy do celów sakralnych (do których przecież była wcześniej przeznaczona) z proboszczem parafii w Niewodnej - ks. Janem Ramockim. Wiedzieliśmy już, że sąsiednia Szufnarowa również rozpoczęła starania o utworzenie własnej parafii i to także umocniło nas w przekonaniu, iż decyzja nasza jest słuszna. Postanowiliśmy więc, że pan Antoni Gruszczyński przekaże mi decyzję księdza proboszcza dotyczącą tej sprawy. Już następnego dnia pan Antoni rzeczywiście zjawił się w moim domu i upoważnił w imieniu parafian i ks. proboszcza do "otworzenia" kaplicy w Wiśniowej. Miałem również przekazać klucz do kaplicy ks. proboszczowi, który zaofiarował się odprawić pierwsze nabożeństwo i ogłosić termin tego nabożeństwa wiernym z Wiśniowej. Dzień później obejrzałem dokładnie zabezpieczenie kaplicy. Zadanie wydawało się łatwe, ponieważ kaplica była w części zdewastowana, a zabezpieczenie drzwi nie było zbyt trwałe. Otoczenie kaplicy, jak również sama budowla , zdradzały brak zainteresowania obiektem ze strony zarządzających majątkiem władz PGR-u w Wiśniowej. Dążono wręcz do celowego niszczenia obiektu, który mógł przecież stać się ozdobą wsi i miejscem kultu religijnego dla mieszkańców. Pamiętano jeszcze czasy, gdy w kaplicy odprawiano nabożeństwa w okresie międzywojennym, zaś po wojnie, już przed zamkniętymi drzwiami, śpiewano w maju pieśni Maryjne i odmawiano litanię.
Po oględzinach kaplicy, dwa dni później, w nocy, razem z Władysławem Szufnarowskim i Bronisławem Szpondem odcięliśmy kłódkę i weszliśmy do wnętrza kaplicy. Znaleźliśmy się przed XVII wiecznym obrazem Matki Boskiej Królowej Świata, który zawieszony był nad ołtarzem. Krótka modlitwa dodała nam wiary w to co robiliśmy i odwagi do dalszych działań. Tym bardziej, że obawialiśmy się, że teren wokół kaplicy może być obserwowany przez funkcjonariuszy MO czy też ORMO.
Na drzwi kaplicy założyliśmy nową kłódkę. Klucz od kłódki zabrałem ze sobą i zostawiłem u mojej matki - Walerii Grzebieniowej, która schowała klucz do wiszącego na ścianie zegara. Tam miał być przechowywany do czasu przekazania ks. proboszczowi. Wymyśliliśmy taki sposób przekazania klucza, który, jak nam się wydawało, nie wzbudzi podejrzeń. Wysłaliśmy klucz listem poleconym. W podwójnej kartce brystolu wycięliśmy kształt klucza i w to miejsce włożyliśmy klucz. Umocowaliśmy go tak, by nie można się było zorientować, co zawiera przesyłka. Wewnątrz znajdowała się karteczka z napisem "klucz do kaplicy w Wiśniowej". Oczekiwaliśmy z niecierpliwością ogłoszeń parafialnych po najbliższej niedzielnej mszy św. Byliśmy zawiedzeni, ponieważ ksiądz proboszcz nie wspominał nawet o całej sprawie. Dopiero za dwa tygodnie w czasie mszy św. ogłosił: "Otrzymałem klucz do kaplicy w Wiśniowej, dlatego proszę wszystkich wiernych z Wiśniowej i Jazowej o udział we mszy św., która odbędzie się w następną niedzielę o godzinie 15:00 w kaplicy w Wiśniowej". Pokazał również wszystkim zgromadzonym przesłany przez nas klucz. Wiadomość ta została przyjęta z ogromnym entuzjazmem i radością przez mieszkańców Wiśniowej i Jazowej.
Nie trzeba jednak było długo czekać na reakcję miejscowych władz partyjnych i milicji. Odcięto od drzwi kaplicy naszą kłódkę i założono nową. Codziennie, przez cały tydzień, wyznaczeni przez nas parafianie obserwowali kaplicę i kręcących się wokół niej ludzi. Można się więc było bez trudu zorientować, kto jest przeciwny naszym działaniom. Kiedy po pełnym napięcia tygodniu nastąpiła niedziela i zbliżała się godzina nabożeństwa, w kierunku kaplicy zaczęli tłumnie podążać ludzie. Zabrałem ze sobą piłkę do metalu, przewidując, że może się przydać. Pogoda tego dnia była słoneczna, a ludzi było tak wielu, iż ks. Ramocki postanowił odprawić mszę św. przed kaplicą. Wcześniej zgromadzone przed drzwiami kobiety, korzystając z mojej piłki, przecięły "partyjną" kłódkę. Zagłuszyły dźwięk piłki głośnym śpiewaniem i stworzyły przed kaplicą sztuczny tłok. Nie można się więc było zorientować, co się dzieje przy drzwiach kaplicy. W tym samym czasie usłyszeliśmy donośny głos jednego człowieka, a był to przedstawiciel władz PGR-u w Wiśniowej. Usiłował on przekonać ludzi, aby się rozeszli, ponieważ znajdują się na terenie należącym do PGR-u. Nikt jednak nie zwracał specjalnej uwagi na wrzeszczącego osobnika, któremu na pewno nie zależało na tym, aby dla mieszkańców wsi Wiśniowa odprawiano nabożeństwa w kaplicy. O umówionej godzinie przyjechał ks. Ramocki i przywiózł ze sobą szaty i sprzęty liturgiczne. Ksiądz wszedł do kaplicy, aby obejrzeć bardzo zniszczoną (szczególnie przez przelatujące ptaki) świątynię. Wewnątrz było bardzo brudno, powybijane były szyby. Bardzo szybko przygotowano więc polowy ołtarz - stół, który wraz z obrusem przyniesiono od pani Proszakowej. Msza św. była bardzo uroczysta, a w homilii ks. proboszcz zachęcał zebranych do uczestnictwa w następnych nabożeństwach, jakie będą odbywać się w kaplicy. Przypomniał, że to miejsce zostało właśnie do tego przeznaczone, nie zaś do dewastacji i znieważania. Po zakończeniu nabożeństwa ks. Ramocki osobiście zamknął drzwi kaplicy nową kłódką. Zaprosił wszystkich uczestników na Mszę św. w następną niedzielę i poprosił, by w przyszłości nikt nie przeszkadzał w odprawianiu nabożeństw. Ksiądz nie przyjął ofiary pieniężnej złożonej przez wiernych, ani też zapłaty za odprawioną Mszę św. Pieniądze te przeznaczono później na potrzeby rodzącej się parafii.
Od tego czasu rozpoczęła się trwająca wiele lat jawna i ukryta walka między wiernymi z Wiśniowej i Jazowej, a władzami partyjnymi, milicjantami, ormowcami i ubekami o utrzymanie kościoła, a później parafii w Wiśniowej. Już w kilka dni później, po odprawieniu pierwszego nabożeństwa Egzekutywa PZPR w Wiśniowej wydała polecenie zarządzającym tym obiektem władzom PGR-u, aby uniemożliwiły odprawianie nabożeństw w tym miejscu. Kilku zakładom z naszego terenu zlecono również "zabezpieczenie" kaplicy. Nikt jednak nie chciał się tego podjąć. Zrobili to dopiero pracownicy POM-u w Godowej. Drzwi kaplicy pokryto z obu stron blachą grubości 10 mm, wzmacniając ją pasami o szerokości 80 mm. W tych pasach wywiercono po cztery otwory i śrubami o średnicy 12 mm skręcono całą konstrukcję. Zespawano nakrętki, co miało dawać pewność zabezpieczenia. Przez następnych kilka dni przy kaplicy dyżurowali funkcjonariusze ORMO, ale i mieszkańcy Wiśniowej obserwowali kaplicę, zastanawiając się, jakie podjąć kroki w celu odzyskania świątyni. W niedzielę o godzinie rozpoczęcia zapowiedzianego tydzień wcześniej nabożeństwa zebrało się przed kaplicą wiele osób. Obok wiernych znajdowali się także ormowcy, pracownicy SB, milicjanci. Jeszcze przed przybyciem ks. Ramockiego odmawiano modlitwy, śpiewano pieśni. "Otworzono" również powtórnie drzwi do kaplicy; kilku chłopców weszło do kaplicy przez wybite okno, przy pomocy przecinaka i młotka ścieli śruby zabezpieczające drzwi od środka. Wśród zgromadzonych zapanowała olbrzymia radość, zrobiono też wiele zdjęć /załączam kilka z nich w końcowej części pracy/, które znajdują się w posiadaniu prywatnych osób czy też w archiwach SB.
W tym dniu nastąpiło też pierwsze spotkanie ks. Ramockiego z "Komitetem odzyskania kaplicy". Odbyło się ono w mieszkaniu Józefa Banasia, ówczesnego sołtysa wsi Wiśniowa. Wtedy zawiązał się również Komitet Organizacyjny Parafii Wiśniowa. Przewodniczącym został Józef Banaś, zastępcą Mieczysław Banek, a łącznikiem Antoni Gruszczyński. Podczas następnych spotkań do pracy zaangażowano także wielu innych mieszkańców Wiśniowej, Cieszyny i Jazowej.
cdn.

Kazimierz Grzebień

Dzisiaj jest

sobota,
27 maja 2017

(147. dzień roku)

Zegar

Święta

Sobota, VI Tydzień Wielkanocny Rok A, I Dzień powszedni albo wspomnienie św. Augustyna z Canterbury, biskupa

Sonda

Co sądzisz o naszej stronie internetowej?

Bardzo dobra

Dobra

Mogła by być lepsza

Dobrze, że przynajmniej jest taka


Licznik

Liczba wyświetleń:
1683045