Wyszukiwanie

ARTYSTA Z NIEWODNEJ

Artysta Eugeniusz Mucha

Eugeniusz Mucha

 Artysta z Niewodnej

 

 

Mucha jest twórcą-gawędziarzem, lubi opowiadać – jego obrazy i polichromie są bogate, rozgadane. Najbardziej uderza pomysłowość, inwencja ikonograficzna. Artysta, wychowany na Biblii i żywotach świętych, porusza się po tej przestrzeni z zaskakującą swobodą, interpretuje odwieczne wątki suwerennie i twórczo.

 Krystyna Czerni, fragment wstępu do katalogu wystawy Eugeniusza Muchy w galerii Artemis w Krakowie w 1999 r.

 

 

            Urodzony w 1927 roku w Niewodnej, Eugeniusz Mucha jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Uprawia malarstwo sztalugowe, rysunek i malarstwo ścienne. Jest autorem polichromii ściennej w kościele w Niewodnej, Rzeszowie – Staromieściu, Łętowni, Lublińcu Starym, Lutczy, Niechobrzu, Potoku Jaworowskim, Oleszycach, Zapałowie i w kaplicy KUL w Lublinie.

            „Będą bogate plony, kochanie” – pod takim tytułem pochodzącym z tytułu najnowszego obrazu artysty, w dniu 25 lipca 2012 roku w kościele pw. Świętej Anny w Niewodnej, staraniem ks. proboszcza Henryka Czajki i rodziny artysty, odbył się wernisaż jego wystawy.

            Wydarzenie to niezwykłe – oto do rodzinnej wsi, parafii, wraca uznany artysta w swoich dziełach. Zatoczył szerokie, życiowe koło, by powrócić - niczym ptak, który wraca do swojego gniazda. Wyfrunął tylko na chwilę…

            Wystawy w świątyniach zdarzają się raczej rzadko. Ta wtopiła się w krajobraz niewodzkiej świątyni i jej otoczenia w najbardziej naturalny sposób. Każdy obraz zachwyca świeżością, autentyzmem, wyrasta z inspiracji religijnej, tradycyjnej, chłopskiej, może czasami naiwnej, ale szczerej, wyniesionej z rodzinnego domu, kościoła, otoczenia pełnego polnych kwiatów, kapliczek, przydrożnych świątków…

            Wernisaż w Niewodnej rozpoczęła Msza Święta koncelebrowana o godz.17.00 w intencji artysty i jego rodziny z udziałem ks. prał. Ireneusza Folcika z parafii Rzeszów – Staromieście, ks. prał. Jana Koca z parafii w Niechobrzu, ks. Bogusława Wójtowicza – naszego rodaka i ks. Henryka Czajki z parafii w Niewodnej. W zabytkowych murach niewodzkiej świątyni, poprzez ołtarze, chrzcielnicę i inne elementy jeszcze z drewnianego kościoła, polichromię artysty, natchnione śpiewy chóru „Harfa”, jak przed wiekami, unosiły się mistyczne wołania do Boga o zmiłowanie…

            I choć z powodu nie najlepszego zdrowia samego artysty nie było wśród nas, to przecież  był – w swoich malarskich dziełach, polichromii, która, podobnie jak zabytkowe elementy kościoła, poddawane są obecnie starannej renowacji. Dla nas i przyszłych pokoleń. Jako świadectwo wiary, chrześcijańskiej kultury, która tu, w Niewodnej, w Polsce i Europie, jest jedynym znakiem naszej tożsamości i nadziei. Od narodzin po zmartwychwstanie.

            Z życzliwością i radością gościliśmy w Niewodnej podczas wernisażu rodzinę artysty, także jego wnuczkę z mężem, Haszkę i Roberta Sąsiadków, którzy bardzo pomogli przy organizacji wystawy. Obecni byli przedstwiciele samorządu z powiatu strzyżowskiego i gminy Wiśniowa, mieszkańcy Niewodnej i okolic. Życzliwe słowo do uczestników wernisażu skierował starosta strzyżowski Robert Godek, a także zastępca wójta gminy Wiśniowa Marcin Kut. List do artysty skierowała wicemarszałek Województwa Podkarpackiego Anna Kowalska.

Po otwarciu wystawy, na plebanii, w serdecznej atmosferze, przy smacznym poczęstunku, gawędach i wspomnieniach szybko mijał czas.

            Jak najserdeczniej dziękujemy Panu Profesorowi Jackowi Kawałkowi z Rzeszowa za omówienie sylwetki artysty i jego wystawy podczas wernisażu, a także Pani Marcie Nikiel z Urzędu Ochrony Zabytków w Rzeszowie, która była autorką zrealizowanego projektu wpisania polichromii w kościele w Niewodnej do rejestru zabytków, za przybliżenie nam podczas wernisażu historii powstania tejże polichromii.  

                

                                                                        Andrzej Szypuła

 

 


 "Będą bogate plony, kochanie" – wernisaż wystawy Eugeniusza Muchy

 

http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/kultura/aktualnosci/120731_eugeniusz_mucha

 

 


 TV RZESZÓW

 

Unikatowa wystawa obrazów Eugeniusza Muchy

 

http://www.tvp.pl/rzeszow/aktualnosci/spoleczne/unikatowa-wystawa-obrazow-eugeniusza-muchy/8151317      

 

http://www.tvp.pl/rzeszow/informacja/aktualnosci/wideo/108/8151247

 

 


Strona powiatu strzyżowskiego  o wystawie

Wystawa prac Eugeniusza Muchy w Niewodnej

http://www.strzyzowski.pl/aktualnosci/art,1076

 

 


DOM KULTURY ''SOKÓŁ'' STRZYŻÓW

 

Sztuka to wielkie ucho i wielkie oko świata - wernisaż wystawyEugeniusza Muchy w Niewodnej

http://www.dksokol.eu/aktualnoci/item/436-sztuka-to-wielkie-ucho-i-wielkie-oko-świata-wernisaż-wystawyeugeniusza-muchy-w-niewodnej.html

Hommage à Eugeniusz Mucha

 

Niniejszy tekst proszę traktować jako skromny hołd, który, w związku z wystawą obrazów tego malarza w kościele parafialnym w jego rodzinnej miejscowości, pragnę złożyć krakowskiemu malarzowi z Niewodnej, wielkiemu mistrzowi współczesnego malarstwa, ale również niezwykłej osobie, przebogatej osobowości, człowiekowi niezłomnemu, przepełnionemu niezwykłą odwagą, wyróżniającego się autentyczną życzliwością dla drugich, a zarazem z jakichś wewnętrznych naturalnych pobudek wręcz przesadnie skromnemu.

Pozycja Eugeniusza Muchy jest określona jednoznacznie. To arystokrata sztuki. Niekwestionowana wielkość w środowisku krakowskim, laureat nagrody im. Witolda Wojtkiewicza uważanej tam za przysłowiową perłę w koronie. Na temat jego dzieł wypowiadają się najwybitniejsi krytycy. Profesor Stanisław Tabisz, obecnie rektor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie jest autorem monografii twórczości Eugeniusza Muchy. Profesor Tadeusz Boruta, przecież studiujący kiedyś również teologię, odkrywa w dziełach malarza genialne treści ikonograficzne i rozpowszechnia je w swoich publikacjach. Także w Warszawie nikt nie kwestionuje jego pozycji, a jego dzieła i ich omówienia pojawiają się na internetowych stronach Ministerstwa Kultury oraz Instytutu Sztuki. Twórczość Eugeniusza Muchy jest popularna także w dosłownym sensie. Internauci z całego świata zachwycają się jego obrazami. Galerie organizują pokazy choćby kilku ostatnio namalowanych obrazów. Takiej oczywistej popularności malarstwa Eugeniusza Muchy nie towarzyszy jednak obecność artysty oraz jego malarstwa w tak zwanych „mainsteramowych” środkach przekazu. Porównywanie dokonań Eugeniusza Muchy z dokonaniami Tadeusza Kantora jest jak najbardziej uprawnione. W gronie ludzi zasłużonych dla światowej kultury i sztuki Wielopole Skrzyńskie ma Tadeusza Kantora, Wiśniowa ma Zygmunta Mycielskiego, a Niewodna Eugeniusza Muchę.

Genialna osobowość tego malarza wyrasta bezpośrednio z rodzinnego domu w Niewodnej. Malując obraz jak najzwyczajniej zatytułowany „Matka” osobiście potwierdził, iż właśnie tam znajdujemy korzenie jego tożsamości. Kolejnym etapem były studia w Krakowie, w Liceum Plastycznym oraz Akademii Sztuk Pięknych. Znający Eugeniusza Muchę tylko z obrazów podkreślają jego młodzieńcze związki z „socrealizmem”. Może nie wiedzą, że syn organisty z Niewodnej nie był elementem klasowo bliskim ówczesnym zetempowcom z Akademii. Że swą lojalność wobec władzy musiał manifestować w oczekiwany sposób. Ważnym etapem w procesie dojrzewania artysty była podróż włoska, którą odbył po ukończeniu studiów. Sama możliwość wyjazdu do Włoch była wówczas wielkim osiągnięciem. Pytany kiedyś o koszty takiej eskapady powiedział, że jakoś sobie radził, a przecież – jego zdaniem -  latem Włochy były wielkim hotelem pod gołym niebem. Podróż włoska była zapewne artystycznymi rekolekcjami. Pozwoliła określić to, co do tej pory jeszcze nie było określone. Oglądając arcydzieła dawnych mistrzów nie tylko uzupełniał swe wykształcenie malarskie, ale prawdopodobnie odnajdywał odpowiednią skalę dla swych ambicji artystycznych. W tym samym czasie otworzył zespół malarzy, którzy chcieliby tworzyć współczesną sztukę sakralną z należytą powagą i zaangażowaniem. Byli to przeważnie koledzy z Akademii, wśród których wyróżniał się Marian Kruczek, który – jak sądzę -  w dużym stopniu wpłynął na poglądy Eugeniusza Muchy i przyczynił się do formowania takiego właśnie, a nie innego indywidualnego stylu malarza z Niewodnej.

Główną cechą sztalugowych obrazów tego artysty jest malarski monumentalizm. Ich oczywista pomnikowość.  Wydaje się, że taki monumentalizm stanowi również rezultat przyswojenia osiągnięć Mieczysława Górowskiego, jeszcze jednego wielkiego krakowskiego artysty, który najpełniej wypowiedział się w dziedzinie plakatu, gdzie do granic możliwości zmonumentalizował  formułę tak zwanej metafory plastycznej. Jeden ze swych obrazów zadedykował Eugeniusz Mucha rzeźbiarzowi ludowemu Jędrzejowi Wawro. Ludową rzeźbą podkarpacką inspirował się także Antoni Rząsa, światowej sławy rzeźbiarz zakopiański, profesor tamtejszej szkoły Kenara, pochodzący z Futomy koło Błażowej, autor „Piet oświęcimskich” zamawianych w Watykanie. Wydaje się, że w tym samym stopniu co Wawro, a prawdopodobnie w stopniu jeszcze większym, monumentalizm rzeźb Rząsy decydował o formule obrazów sztalugowych Eugeniusza Mucha. Oczywiście, monumentalna przestrzenność rzeźb została przetransponowana na monumentalną płaszczyznowość obrazów.

Nie ma przypadków. Są tylko zrządzenia Opatrzności – tłumaczył arcybiskup Marian Rechowicz. Realizacje Eugeniusza Muchy w dziedzinie sakralnych polichromii układają się w taki łańcuch zrządzeń Opatrzności. W kościele w Niewodnej miał miejsce chrzest bojowy zespołu malarzy, którym kierował Eugeniusz Mucha. Powstała nowoczesna polichromia, w której zastosowano rozwiązania kolorystyczne znane od czasów sztuki kreteńskiej, ale skodyfikowane dopiero w XX wieku w  szkole Bauhausu. Freski w Niewodnej dowodzą, że w dziedzinie sztuki sakralnej Eugeniusz Mucha nie zamierzał odwracać się plecami do zsekularyzowanej sztuki dwudziestego stulecia. Z kolei w kościele na rzeszowskim Staromieściu, częściowo zniszczonym podczas burzy w roku 1960, odbudowanym jednak wbrew woli ówczesnych władz, zespół dwudziestowiecznych freskantów wzbogacił wnętrze uniwersalną polichromią, ale „dosmaczaną” nowalijkami malarskimi z kręgu tak zwanego malarstwa materii. Awangardowa polichromia w rzeszowskim Staromieściu zachwyciła księdza arcybiskupa Mariana Rechowicza, ówcześnie profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który natychmiast zlecił Eugeniuszowi Musze wykonanie polichromii w kaplicy tej uczelni.  Od tej pory młody malarz uzyskał status autorytetu w dziedzinie sakralnego malarstwa ściennego, a zarazem pozycję wybitnego artysty w tej dziedzinie.  Za najwybitniejsze dzieło Eugeniusza Muchy w dziedzinie malarstwa monumentalnego  uznałbym niezwykle osobistą polichromie w nowo wzniesionym kościele w  Niechobrzu, gdzie proboszczem –zleceniodawcą był brat malarza ksiądz Józef Mucha. Nie brakuje tam również rozwiązań nowatorskich, oryginalnej transpozycji nowości z kręgu pop – artu oraz tak zwanej nowej figuracji. Tym nie mniej freski w niechobrzskim Zakątku Maryi, kiedyś kontrowersyjne dla znawców malarstwa jak i dla teologów, jednoznacznie ukazują dalszy kierunek konsekwentnego rozwoju, któremu od samego początku podlega twórczość tego artysty. Religijne malarstwo monumentalne , jego tworzywo malarskie oraz forma, stanowi ciągle żywą inspirację dla ciągle stwarzającej się i ciągle niedomkniętej formuły obrazów sztalugowych tego artysty.

Malarstwo sztalugowe o tematyce religijnej jest również, a niekiedy przede wszystkim, miejscem poszukiwań w dziedzinie uniwersalnej ikonografii chrześcijańskiej. Uprawiając je Eugeniusz Mucha weryfikuje i odświeża treści zeskalone w dotychczasowych schematach ikonograficznych. Jest to poważna interpretacja teologiczna obrazów – archetypów uświęconych chrześcijańską tradycją i chrześcijańską pobożnością. „Boże Narodzenie” to jedno z najbardziej znanych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych dzieł Eugeniusza Muchy. Profesor Tadeusz Boruta tak je opisał. … przedstawia nagą kobietę leżącą na ziemi w momencie porodu. Postać rodzącej zwrócona głową do dołu, z rozwartymi nogami skierowanymi ku górze, niemal całkowicie wypełnia kadr płótna. (…) Inaczej potraktowana jest górna część obrazu. (…) Łono i nogi rodzącej malowane świecącymi i ciepłymi oranżami, ugrami i żółcieniami, kontrastują z wyrastającym z łona, ukrzyżowanym Chrystusem w formie ludowego świątka, malowanego zimnymi szarościami, zielenią, bielą i czernią. Rozwarte, gorące nogi matki otaczają trupio sine ciało narodzonego ukrzyżowanego, a zarazem zmartwychwstałego Jezusa. To dokonujące się zmartwychwstanie wyrażone jest przez artystę użyciem chwalebnej, a nie cierpiętniczej formy ukrzyżowanego. (…) W miejsce matczynego ciepła i nierozerwalnego związku matki z dzieckiem mamy tu antynomię (…). Łono rodzącej staje się jednocześnie Golgotą.( … ) Kompozycję uzupełniają postacie dwóch łotrów, ukrzyżowane po bokach, a także niewielkie komentujące postacie mężczyzn w prawym rogu obrazu, wśród których znajdujemy malarza z paletą i pędzlem.

„Frasobliwy na tęczy” jest obrazem ciemnym, ale w dolnej jego części widzimy podkowiasty otwór, jakby  okno, obramiony pomarańczową tęczą, w którym nasz świat ukazuje się jako krajobraz wiosenny namalowany pastelowymi zieleniami. Tłem obrazu jest albo krajobraz preegzystencjalny – w taki sposób ukazywano to, co istniało przed stworzeniem naszego świata. Albo też – oba warianty mogą być prawdziwe -  widzimy tam Tego, do kogo należy oko widoczne na ciemnoczerwonym tle w górnej partii obrazu. Duch Święty w postaci gołębicy widnieje między okiem Boga – Stwórcy a okoloną nimbem głową Frasobliwego siedzącego na tęczy i pochylonego bezradnie. Tęcza ta, to w zasadzie sfera kosmiczna, na której w dotychczasowej redakcji tematów ikonograficznych powinien zasiadać Chrystus Emmanuel, albo Chrystus Pantokrator. Na ten właśnie ewenement zwrócili uwagę krytycy. Nikt natomiast nie zauważył, iż Chrystus Frasobliwy namalowany przez Eugeniusza Muchę trzyma w swej prawej ręce … pędzel.

Kiedyś analizowałem obraz z ołtarza głównego w Kościele w Trzcinicy, na którym brzemienną Niepokalaną, w asyście Joachima i Anny, towarzyszących jej z obu stron, również ukazano na tle krajobrazu preegzystencjalnego. Z obłoku widocznego w rogu trzcinickiego obrazu wyłania się Bóg – Stwórca z pędzlem w dłoni. I pędzlem tym dotyka czoła Niepokalanej. Dopiero w tym momencie ukończył swe dzieło. Bóg – Stwórca jako malarz ! Chrystus Frasobliwy – jako malarz ! Czyżby Eugeniusz Mucha namalował pendant do XVII – wiecznego obrazu z Trzcinicy ? Słowo, od którego rozpoczyna się Ewangelia świętego Jana materializuje się, jeżeli można tak powiedzieć, zarówno w dźwiękach jak obrazie. Chrystus w momencie poczęcia na obrazie trzcinickim oraz Chrystus umęczony i zmartwychwstały po zakończeniu swej misji na obrazie Eugeniusza Muchy.

Opisane wyżej dzieła Eugeniusza Muchy, wybrane z wielu innych o podobnym ciężarze gatunkowym, dowodzą jak ważna jest ich interpretacja na płaszczyźnie teologicznej. Mamy do czynienia z sytuacją identyczną jak ta, którą z początkiem XVII stulecia prowokowały obrazy malowane przez Michelangelo Caravaggio. Niezwykłe, jak na oczekiwania ówczesnych odbiorców, pogłębienie treści teologicznych w obrazach malowanych przez Caravaggia traktowano jako herezję. Dziś również niektórzy starają się tropić heretyckie pierwiastki w dziełach Eugeniusza Muchy.

Obecna wystawa w kościele w Niewodnej, za którą należy gorąco podziękować nie tylko samemu artyście, nie tylko rodzinie artysty, ale także księdzu proboszczowi Henrykowi Czajce, skłania do myśli o powrocie sędziwego artysty z Krakowa do rodzinnej miejscowości. Może jednak jest tak, że Eugeniusz Mucha tylko fizycznie rozstawał się z Niewodną, zaś duchem przebywał tu nieodmiennie. Nawet w Krakowie oddychał czystym podgórzańskim powietrzem Niewodnej. Sztuka Eugeniusza Muchy stanowi syntezę synkretyczną malarstwa oraz teologii i jak wszystkie synkretyczne syntezy w sztuce posiada głębokie korzenie wyrastające z gleby  pozaartystycznej. Z tożsamości artysty, z jego zakorzenienia w kulturze. W przypadku Eugeniusza Muchy ma to znaczenie szczególne. Jego osobowość uformowała się na gruncie kultury śródziemnomorskiej, a dokładnie ujmując łacińskiej. A mówiąc jeszcze dokładniej – chrześcijańskiej. Dzisiejsza kultura polska jest kulturowym chaosem. Sztucznym zlepkiem trzech cywilizacji wrogich cywilizacji łacińskiej, a także antagonistycznych wobec siebie. Stepowej – turańskiej, stanowiącej dziedzictwo zaboru rosyjskiego oraz okupacji radzieckiej, bizantyńskiej - dziedzictwo zaboru pruskiego i okupacji niemieckiej oraz jeszcze jednej cywilizacji, której nazwę w tym miejscu pominiemy. W tym sztucznym zlepku, jakby na marginesie oficjalnej doktryny, istnieją jeszcze obszary kultywujące cywilizację łacińską w najczystszej postaci, której ostają w XIX i XX wieku były ziemie dawnego zaboru austriackiego. A więc Małopolska. A więc Kraków i Niewodna. Czy tego chcemy, czy nie oddychamy więc powietrzem cywilizacji łacińskiej. Eugeniusz Mucha jest artystą, który w swej twórczości kultywuje najczystsze i najwspanialsze wartości oraz idee cywilizacji łacińskiej. W przypadku jego malarstwa banalny slogan staje się obiektywnym stwierdzeniem faktów. Łącząc tradycję ze współczesnością otwiera nowe perspektywy. Nie tylko przed malarstwem i nie tylko przed sztuką.

Posiadane przez nas wartości cywilizacji łacińskiej są największym naszym skarbem. W większym stopniu posiadają one naturę duchową niż materialną. Trzeba by szukać ich raczej w głębinach serca, aniżeli w akademickiej pedanterii rozumu. Nie będą to autostrady i pędzące po nich najnowocześniejsze samochody, światłowody albo modyfikowana żywność. Przede wszystkim będzie to skarb naszej wiary. Bezcenny, ale wymagający ciągłego pogłębiania i doskonalenia. W moim odczuciu Eugeniusz Mucha jest osobą wybraną. Trzecim duchownym w rodzinie, podobnie jak jego dwaj bracia księża, choć w życiu codziennym tylko skromną osobą świecką. Biorąc za przedmiot swojego malarstwa odwieczne i niezmienne prawdy naszej wiary przybliża je nam w nowej postaci, zbliżonej do naszego sposobu odczuwania i pojmowania, czy też tylko do dzisiejszego sposobu widzenia świata. W naszych czasach malarz staje przed alternatywą. Ma do wyboru dwie drogi. Albo odwoła się do sztuki, gdzie obowiązuje zasada malowania obrazów stanowiących komunikaty wrażeniowe, wywołujących w pierwszym rzędzie i przede wszystkim emocje oraz przeżycia pozarefleksyjne, albo też wybierze taką odmianę malarstwa, która traktuje obraz jako komunikat treściowy, a więc przeciwieństwo obrazu stanowiącego komunikat czysto wrażeniowy. Wybierze taką odmianę malarstwa jaka wywołuje u widza postawę refleksyjną, przede wszystkim korygującą swój refleksyjny osąd świata z triadą wartości absolutnych. Jednym z przejawów takiego malarstwa – już dzisiaj można przyjąć, że nie tylko współczesnego – jest malarstwo Eugeniusza Muchy. Jego malarstwo staje się osobliwą katechezą. Nie egzegezą Pisma Świętego, ale właśnie wspaniałą katechezą. Jako malarska interpretacja podstawowych prawd naszej wiary – zarówno na płaszczyźnie etycznej jak i teologicznej - trafiającą do nas z podobnym skutkiem jak w średniowieczu czyniła to Biblia pauperum. Na sposób metaforyczny, ale jednoznaczny i klarowny, odwołując się do naszej wiedzy oraz doświadczenia. Określenie „wiedza” nie wyczerpuje zakresu takiego zjawiska. Lepszym określeniem takiego fenomenu jest słowo: wiara.  Bez silnej i mocnej wiary nie sposób zrozumieć malarstwa Eugeniusza Muchy. Ale również malarstwo to zawiera w sobie wielką moc. Może przybliżać do Boga. Może rozniecać iskrę wiary tam, gdzie z ludzkiego punktu widzenia byłoby to niemożliwe.

 

Jacek Kawałek

 

Polichromia ścienna w kościele w Niewodnej

Polichromia Eugeniusza Muchy w Niewodnej - fragment

Bogate plony Eugeniusza Muchy

Polichromia ścienna w kościele w Niewodnej

 

Obrazy o tematyce sakralnej eksponowane w kościele w Niewodnej, w którym na ścianach Eugeniusz Mucha namalował ponad pięćdziesiąt lat temu polichromię, to prezentacja dorobku całego życia artysty. Podsumowanie. Czas żniw, złożenie plonów w darze Bogu i ludziom. Dziękczynienie za łaskę życia i twórczości. Dziękowanie za rodzinę, bliską i dalszą, za przyjaciół, sąsiadów.

Niewodna, miejsce urodzin i czas wczesnego dzieciństwa. Kościół parafialny - miejsce pracy swojego ojca, organisty, zapewne miejsce częstego przebywania i możliwości penetracji z bliska twarzy świętych, postaci, mszałów i książeczek do modlitwy… To nie pozostało obojętne w osobowości dziecka i późniejszego artysty. Może to stąd jego ustawiczne zmaganie się z sacrum i profanum. Odwaga spowodowana bliskością.

Potem wykształcenie - Liceum Plastyczne i Akademia  Sztuk Pięknych w Krakowie, kontakt z wieloma profesorami, nauka w czasach socrealizmu - gdzie sztuki sakralnej raczej nie uczono… A potem  twórczość w dorosłym życiu, w środowisku krakowskim.

Wystawa obrazów w kościele w Niewodnej spowodowała swego rodzaju konfrontację. Konfrontację z uwagi na czas powstania dzieł (polichromia w latach 1958-59, obrazy głównie z lat 70-80-tych),  jak  również z uwagi na charakter realizacji. Polichromia i obrazy zamknięte ramkami. Tak dużo dzieli te dwie formy wypowiedzi. Obrazy zawsze powstają w środowisku pracowni, gdzie malarz jest sam na sam z płótnem, może go wielokrotnie poprawiać, wyważać plamy barwne jak słowa w wierszu, może robić korekty, szukać cierpliwie formy wyrazu. Pracownia sprzyja osobistym wyznaniom, artysta może być odważny i szczery. Inny charakter ma malarstwo ścienne, wymagające doświadczenia, rozwagi a zarazem odwagi w podejmowaniu decyzji. Jest też bardziej zależne od zleceniodawcy – kapłana - i poddane presji - odbioru każdego człowieka wchodzącego do świątyni. Musi być oglądane i osądzone, choćby nawet w nieświadomości, przez każdego - starca, dziecko, kobietę, młodzieńca. I na dodatek sąsiadów, koleżanki i kolegów…. To nie tylko miłośnicy malarstwa, którzy odwiedzają galerie.

Co namalować, aby było to inne, niż barokowe aniołki i ozdobne wzorki eklektycznych czy secesyjnych polichromii? Jak być wiernym swoim przekonaniom - że sztuka musi być po wojnie inna, już nie taka ozdobna, że musi mówić, krzyczeć, przebaczać…

Eugeniusz Mucha stał przed pytaniem - jak pomalować ściany wysokiego, neogotyckiego kościoła? Jak zmierzyć się z płaszczyzną, która po zdjęciu rusztowania jest już nie do poprawy… jak się przygotować do takiej pracy??? Powierzono młodemu człowiekowi w rodzinnej miejscowości pomalowanie ścian kościoła. Nie jest łatwo być prorokiem we własnym kraju. Jak być uznanym artystą we własnej wsi? Co namalować? Aby było zrozumiałe, aby się spodobało? Jak zorganizować przestrzeń neogotyckiego kościoła umeblowanego barokowymi ołtarzami i barokowym chórem muzycznym? To trudne zadanie. I zapewne nawet dziś, choć parafianie przyzwyczaili się do tych ścian, może nie do końca dostrzegają w tych barwnych plamach i kreskach jakieś piękno….

Przyjrzyjmy się, jak artysta wykonał swoją pracę. Sprostał organizacji przestrzeni rozbijając ją na strefy – oddzielając prezbiterium od nawy głównej i naw bocznych. Całość prezbiterium stwarza tu obszar „niebiański”, jasny, lekki, unoszący ducha, skupiający wzrok. Ściany nie męczą, dają odetchnąć, nie krzyczą barwami, grzecznie wycofują plastyczne akcenty. Eugeniusz Mucha wykazał się tu biegłością rysunku - postacie świętych i aniołów w prezbiterium zbudowane są jakby szukającą linią, akcentują swoją duchową obecność  unosząc się w  szaro-kredowych i błękitnawo-zielonych barwach.

Artysta inaczej potraktował łuk tęczowy - jest to łuk oddzielający prezbiterium od głównej nawy kościoła. Pod łukiem rozpięta jest belka drewniana z poprzedniego kościoła lub wykonana jej kopia. Pośrodku krzyż z Chrystusem Umierającym z XVII wieku - ta rzeźba królowała w łuku tęczowym w starym kościele w Niewodnej. Eugeniusz Mucha na łuku tęczowym namalował postacie, które często występują również w formie rzeźbiarskiej w starych kościołach - Św. Jana i Matkę Bożą Bolesną, oraz dwóch powieszonych na krzyżach łotrów. Malowany z silnym akordem barwnym łuk tęczy w Niewodnej ma też wydźwięk królewski - dominują tu odcienie purpury ze złotymi akcentami. Najważniejsza jest godność królewska Ukrzyżowanego, który właśnie na krzyżu z koroną na głowie stał się Królem -Zbawcą.

Na ścianach nawy głównej - gdzie właściwie brak jest powierzchni ściennej, bo nawa powyżej arkad łuków w górnej części posiada otwory okienne pseudobazyliki, malarz „wyrecytował” słowa błogosławieństw w otoczeniu lekkich, radosnych róży i żółci…. Odbijają się te ciepłe pogodne i budzące nadzieję tony od chłodnych barw szaroniebieskich naw bocznych, łamiących wysklepki żebrowych sklepień układem kryształowych płaszczyzn. Natomiast na ścianie zachodniej kościoła, przy chórze muzycznym artysta umieścił grupy muzykujących dzieci i aniołów. W przedsionku odnajdujemy moralizatorskie, narracyjne sceny - uczynki dobre i uczynki złe, adresowane do tych może niezdecydowanych - wejść do kościoła czy nie… jak postępować w życiu… czym się kierować….

Polichromia w Niewodnej to początek twórczości Eugeniusza Muchy. Późniejsze malowane przez niego polichromie, na przykład w kościele pw. Św. Józefa w Rzeszowie, w kościele parafialnym w Lutczy czy kościółku uniwersyteckim KUL w Lublinie składają się głównie z narracyjnych wątków. Są to sceny biblijne, nowotestamentowe, często z wplątanymi aktualizacjami - scenami z najbliższej przeszłości - okupacji, czasów komunizmu.

Analizując realizacje polichromii ściennych powstałych w latach następnych zobaczyć można rozwój artystyczny artysty. Dużo tu treści, symboli, ale też umiłowanie barw i odwaga oparcia kompozycji na ich kontrastach. Obserwujemy, jak z czasem postacie posiadają coraz mniej z klasycznych proporcji - koślawieją, twarze mają ogorzałe, spowite dziwnym światłem, dramatycznie napięte. Matka Boża ma ręce i twarz jakby całe życie pracowała na polu i w grządkach, a sylwetki świętych przybierają postacie zmęczonych ludzi orzących pole czy stojących na przystanku PKS…

Artysta nigdy nie kokietował widza (ani krytyków sztuki) ładnością, przyjemnością i estetycznymi smaczkami. Zachował szczerość, odwagę, niezależność…Nie uciekał w twórczości przed cierpieniem, strachem, własną filozoficzną interpretacją prawd wiary…

Jego twórczość analizowana była już wielokrotnie przez krytyków i historyków sztuki, podejmowano już próby jej klasyfikacji i oceny.

Ale w Niewodnej wszystko się zaczęło….

Czas żniw nadszedł, jakby artysta zatoczył krąg. W tych dniach – końca lipca i sierpnia, pełnych  słońca i potu żniwiarzy, malarz złożył swe plony przed ołtarzem, przed którym stał jako dziecko. I stoi dalej jak Dziecko, pomimo że przytula prawnuczkę… Piękniejszego miejsca na tę wystawę nie można było znaleźć.

 

Marta Nikiel

Dzisiaj jest

niedziela,
24 września 2017

(267. dzień roku)

Zegar

Święta

Niedziela, XXV Tydzień zwykły Rok A, I Dwudziesta pią

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Sonda

Co sądzisz o naszej stronie internetowej?

Bardzo dobra

Dobra

Mogła by być lepsza

Dobrze, że przynajmniej jest taka


Licznik

Liczba wyświetleń:
1742607